www.webd.pl
     

 
 

Dzisiaj na śniadanie wycieczka po słynnych tokijskich dzielnicach - Shibuya i Ginza, z poznaną wczoraj wesołą Australijka - Victoria. Razem wspieramy się w realizacji najgłupszych pomysłów, które wpadną nam do głowy (łącznie z wciśnięciem wszystkich 50-ciu przycisków w windzie, kiedy jechaliśmy na szczyt najwyższego drapacza chmur i z filmowaniem kucharza, który gotował dla nas żupę miso, teriyaki i awayuki. Szczerze powiedziawszy chętnie wyrzuciłbym pałeczki po wcześniejszym połamaniu ich na wykałaczki. Chwilowo zapomniałem jak się mówi po japońsku "widelec". Czy oni w ogóle wiedza co to takiego? Prędzej umrę z głodu niż zjem to? nie wiem co to, ale jest pyszne. Może w niektórych wypadkach lepiej nie wiedzieć co się je i skupić się na smaku? Dokładnie słyszałem jak ten kucharz szepnął do kelnera kilka razy ?miau?. Mam tylko nadzieje ze to nie to o czym myślę...

Tysiąc zdjęć później trafiliśmy chyba na jakiś zlot japońskich dziwolągów. Mnóstwo tu nastolatek przebranych za niemowlaki albo za różnego rodzaju straszydła. oryginalna dzielnica ShibuyaTo jest właśnie to - wolność. Możliwość wyrażania siebie w dowolny sposób bez żadnych konsekwencji.

Japonia to genialnie zorganizowany kraj. Widać to już po pierwszej wizycie na stacji kolejowej w Tokio Narita, gdzie po uzyskaniu odpowiednich kwalifikacji można zostać zawodowym upychaczem ludzi w pociągach. Dominuje tu atmosfera pracowitości i zabiegania, jednak niemal każdy potrafi znaleźć tu chwile aby się uśmiechnąć do białego przybysza z innej planety lub nawet chwilkę z nim porozmawiać.

Kolejny rozdział to wizyta w Osace. I tam stał się cud ! Znalazłem pokój jeszcze mniejszy od tego pierwszego ! I mam nawet własny telewizor! Wczoraj oglądałem konkurs karaoke i nie mogłem przestać się śmiać przez ponad godzinę. Definitywnie jestem daleko od domu. Chyba zaraz pójdę do sklepu po sushi żeby poczuć się jeszcze bardziej japoński...tylko żebym po powrocie nie popełnił zbrodni w postaci nieściągnięcia butów przed wejściem?...
Dziś chyba pierwszy raz w życiu popatrzyłem na mapę przyjacielskim wzrokiem. Trafiłem do najstarszej buddyjskiej świątyni w Japonii - Shitennoji Tennoji. Tego co tam przeżyłem nie odzwierciedlą najlepsze filmy i zdjęcia. Do teraz wyraźnie słyszę dźwięk gongów, czuje zapach kadzideł i widzę oczy mnicha który udzielił mi jakiegoś sakramentu, śpiewając przy tym nieznane mi mantry.
To sa wlasnie TE chwile. Momenty których nie sposób zapomnieć i które pozostaną w pewnym sensie nieśmiertelne.
W ogóle to ta Osaka ma w sobie to "coś". Łatwo stad dojechać to Kobe, Nara czy na przykład do Kyoto. A no właśnie...Kyoto jest dla Japonii tym , czym dla nas Kraków.

Niemożliwe jest poznanie tego miasta w ciągu kilku dni. Tutaj już mowa o długich miesiącach ,może nawet latach. A co pomyśleć o Polaku który ma dokładnie 3 godziny ... I na dodatek Polak ten nie wie dokąd iść i musi grac ze słuchu?


Poprzednia strona Następna strona


Wyślij maila autorowi tekstu
 
     
   
Copyright by Marcin Lubojański