www.webd.pl
     

 
 

Należy się też parę słów o samej kolei transsyberyjskiej. Myślę, że nasza kochana PKP miałaby czego pozazdrościć. Jeśli chodzi o dworce kolei rosyjskiej to często są one najbardziej schludnym miejscem w mieście. Pociągi kursują bardzo punktualnie, wagony są dość czyste a w każdym jest bojler z wrzątkiem, co jest bardzo praktyczne w długiej podróży. Dwie pracujące na zmianę "prowadnice" opiekują się wagonem, prowadzą mały sklepik i dbają o to, aby na stacji wszyscy wrócili do odjeżdżającego pociągu. Krzyk: "Poliaki do pojezda..." stał się w zasadzie standardem :-). Surowo przestrzegana była też "sanitarna zona", czyli regulaminowe zamykanie WC pół godziny przed i po stacji. Bywało ciężko... :-).

O piątej rano, 28 lipca, pożegnaliśmy Michała z Mateuszem i wysiedliśmy na dworcu w Irkucku. Pogoda fatalna: chmury, deszcz, zimno - ogólnie nieciekawe powitanie :-(. Irkuck też niezbyt ciekawy, raczej ponury i przygnębiający. Zostawiliśmy plecaki w cerkwi nad brzegiem Angary i ruszyliśmy na miasto. Wymieniliśmy dolary, kupiliśmy bilety na powrót do Moskwy, no i w końcu dotarliśmy też na pocztę. Chyba najłatwiej było skorzystać z internetu, bo nawet zakup znaczków nie był pewny a telefon do "Polszy" to w ogóle cała ceremonia... Największe straty finansowe poniósł chyba Bartek. Próbował składać reklamacje w okienku, tłumacząc z żalem, że on "mnoga dzieniek zabulił a nic nie gawarił..." ale wiele nie wskórał. Około południa wsiedliśmy do autobusu jadącego nad sam Bajkał!!!! Co prawda mieliśmy wysiąść nieco wcześniej, żeby obejrzeć skansen, ale kierowca mimo danych obietnic nie raczył się zatrzymać tam gdzie należało. Dojechaliśmy więc do samej Listwianki i jeszcze musieliśmy dopłacić do biletów. Kierowca z żalem poinformował, że zgubił gdzieś druczki i nasze rubelki zamiast do blaszanej kasy powędrowały prosto do jego kieszonki. Łobuz!!!!! :-)

W autobusie miał jeszcze miejsce incydent, który jednogłośnie uznaliśmy za największy wyczyn kaskaderski wyprawy. Autobus był dość pusty, więc zajęliśmy cały tył. Trochę niewyspani po wczesnej pobudce, drzemaliśmy smacznie, gdy w pewnym momencie kierowca gwałtownie zahamował. Prawie jednocześnie rozległ się głośny łomot. Śpiąca w najlepsze Honorata spadła z tylnego siedzenia, przeleciała w powietrzu jakieś dwa metry, wywijając piękne salto i wylądowała na podłodze. To dopiero brutalna pobudka!!! Sam lot zrobił na mnie piorunujące wrażenie (ja bym tak nie potrafił...), ale myślę że za lądowanie dostałaby raczej niskie noty...:-))) Faktem jest, że zwróciła na siebie uwagę wszystkich pasażerów!!!

W Listwiance spędziliśmy nie więcej niż 10 minut. Prosto z autobusu wskoczyliśmy na prom i po krótkim rejsie byliśmy już na drugim brzegu Angary w Port Bajkał. Bocznica kolejowa u stóp wzgórza, kilka położonych wzdłuż niej domów, jakiś sklepik, pordzewiałe kutry i porzucone barki za symbolicznym falochronem - oto cały Port Bajkał!!! Mieliśmy dużo czasu, pociąg do Sliudanki odjeżdżał dopiero o drugiej w nocy. Właściwie dopiero w tym momencie uświadomiliśmy sobie jak wielki jest Bajkał. Przeciwległy brzeg majaczył gdzieś daleko we mgle, a przecież w tym miejscu jezioro i tak nie było najszersze.

Pociąg złożony z dwóch wagonów typu "obszczij" i jednego towarowego stał na bocznicy już od wczesnego popołudnia, ale obsługa otworzyła go dopiero około pierwszej w nocy. Zajęliśmy miejsca leżące i zasnęliśmy. Pociąg snuł się raczej wolno, bo pokonał trasę 70 km wzdłuż wybrzeża w jakieś pięć godzin, a w dodatku zatrzymywał się tam, gdzie zażyczyli sobie pasażerowie - niezależnie, czy był tam przystanek, czy nie. Podobno jechaliśmy piękną trasą widokową: tunele, brzeg jeziora itd....??!! Niestety krajobrazem się nie nacieszyliśmy, bo za oknem była kompletna ciemność! Za to rano mała rekompensata: piękny wschód słońca nad Bajkałem...

Dotarliśmy do Sliudanki. Spędziliśmy tam kilka godzin, po czym ruszyliśmy "marszrutką" do pobliskiego Bajkalska na mający się tam rzekomo odbyć festiwal rockowy. Hmmm... chyba mieliśmy złe dane, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło - przynajmniej się w Bajkale wykąpaliśmy.


Poprzednia strona Następna strona


Wyślij maila autorowi tekstu
 
     
   
Copyright by Marcin Lubojański